Żelazo – mity, magia, alchemia cz.1

Opublikowano 2015-04-19 przez admin w Aktualności

Kowalstwo artystyczne – mity, magia, alchemia

Czym zajmuje się kowal – każdy widzi. Obecnie są to ogrodzenia, balustrady itp. Kowal w dzisiejszych czasach ma ozdabiać otoczenie, wykonywać rzeczy ładne, funkcjonalne.
Koniec i kropka.

Czym zajmował się kowal i kim był w dalekiej przeszłości – tego już nie widać. A szkoda. Nasze współczesne – spłaszczone postrzeganie rzeczywistości pozbawia nas obcowania z przebogatym światem znaczeń, mitów, rytuałów czy wierzeń, związanych z rzemiosłem kowalskim. Żyjemy w technicznym świecie, gdzie na metafizykę nie ma czasu ani miejsca, Wystarcza nam to, co widać. Bo, aby dostrzec to, czego nie widać, potrzeba wysiłku…

hak

na granicy czterech żywiołów

Od zawsze, odkąd tylko człowiek zetknął się z metalem, kowal był człowiekiem wyjątkowym – naznaczonym przez bogów. Zanim człowiek odkrył rudy metali w ziemi – metal na narzędzia pochodził z meteorytów, czyli tajemniczych kamieni spadających z nieba (czyli od bogów). Obróbka żelaza z meteorytów zawsze wiązała się z rytuałami, z oczyszczeniem kowala, który kując meteoryt przekształcał dar z niebios. Ale najważniejszym czynnikiem, które decydował o specjalnym charakterze kowala w każdej społeczności – czy to prehistorycznej, czy też jeszcze całkiem nieodległej w czasie – był fakt, że w swojej pracy kowal ujarzmiał wszystkie żywioły. Ujarzmiał i potrafił wykorzystać. A przecież każdy żywioł ma wielką moc niszczycielską (choć potrafi też dać życie.)

Ziemia – z ziemi pochodzi metal i węgiel
Ogień – z pomocą ognia kowal przekształca metal, daje drugie życie
Woda – wodą hartuje metal, nadając mu trwała formę
Wiatr – tworzy go w miechu, by pobudzić ogień

Dawniej żywioły budziły lęk i respekt. Podobnie jak człowiek, który potrafił nad nimi panować…

 

żywy metal

Pojmowanie metalu, jako zwykłego, twardego kawałka materii ma bardzo krótką historię. Jakieś 200 – 300 lat. Przez tysiące lat metal był otaczany kultem, jako substancja magiczna, pochodząca z niedostępnych ludziom miejsc. Bo albo z nieba (meteoryt) albo z ziemi, a właściwie „Matki Ziemi”, bo od zawsze ziemia była postrzegana jako rodzicielka, dająca życie i wszelkie dobro, które człowiek mógł wykorzystać. A metal nie był czymś martwym. Uważano, że metale rosną w ziemi jak rośliny. Z tą różnicą, że metale „rosły’ bardzo długo, przekształcając się z form prymitywnych (żelazo) w metale bardziej wyrafinowane (dojrzalsze) miedź, ołów, aż do metalu doskonałego – złota. Wiara w „życie metali” to jedna z podstaw ideowych alchemii – ale o tym później…

Takie pojmowanie Matki Ziemi i metalu niosło poważne konsekwencje. Górnik, wydobywający rudę żelaza (metal jeszcze niedojrzały) – wyrywa niejako matce jej płód. Dlatego górników również obowiązywały ścisłe reguły, rytuały i zasady. Np przed wejściem do nowej kopalni musiał przejść rytuały oczyszczenia, musiał zachować przez długi czas czystość seksualną. Podobnie hutnik wytapiający rudę w żelazo. Wiele rytuałów wiązało się również z samym piecem hutniczym. Jeden z najbardziej makabrycznych rytuałów wskazywania miejsca budowy pieca hutniczego miał miejsce w jednym z plemion środkowoafrykańskich. Metalurg (hutnik) przygotowywał specjalnie obciążoną kolbę kukurydzy i uczył dziecko jak nią rzucić w ciężarną kobietę, aby ta poroniła. Piec hutniczy budowano w miejscu, gdzie znaleziono płód.
W piecach hutniczych często składano ofiary ze zwierząt i nierzadko z ludzi. (M.in dlatego, aby przebłagać Matkę za to, że ingeruje się w jej wnętrze.) Magia metalurgii łączyła się też z tym, że przyspieszała ona powolny rytm natury, przekształcając w bardzo szybkim czasie coś, co „rosło” w ziemi „od zawsze”. A to już domena alchemii

Ciąg dalszy nastąpi…

Brak komentarzy dla “Żelazo – mity, magia, alchemia cz.1”

Dodaj komentarz